Kłócę się z ojcem o muzykę.

Według mnie wysyp nowych talentów umknął jego uwadze (jak zwykle), cicha wojna domowa, której ja nie znoszę. Uwielbiam to co robią- stare zaespoły słucham w radio, ale nie znoszę np. Perfektu czy Lady Pank. Zresztą uważam, że nowi są lepsi niż np. Beatlesi- zarzewie konfliktu, bo mój tata ‚pamięta, że też był młody”, on myśli, że to jakaś przejściowa fascynacja (niczym u niego). Dzięki muzyce poznałam wielu ludzi „z talentem”, zaś młodzi są tacy, co to sobie „nie pozwolą dmuchać w kaszę”, słowem- nie mam kiedy się nudzić. Aż mi samej siebie jest żal tongue_out. Zamierzałam was zapytać, co o tym sądzicie. Ja się nie daję wciągać w kłótnie big_grin.